Cała prawda o kredytach, której nie wolno ujawniać.

Cała prawda o kredytach, której nie wolno ujawniać. Jakie produkty finansowe wciskają nam banki?

Najlepiej strzeżona tajemnica banków czyli cała prawda o kredytach. Zobacz jak nabija się konsumentów w butelkę i jakie są najgorsze oferty kredytów. Czy wiesz, że banki działają wbrew prawu?

Bank jest instytucją, która w szczególności zajmuje się udzielaniem kredytów, zakładaniem rachunków oszczędnościowo – rozliczeniowych oraz przyjmowaniem depozytów. Każdy bank powinien działać według prawa bankowego, niestety tylko w definicji. W tym momencie rodzi się pytanie czy ktoś nadzoruje banki? Z definicji oczywiście, że tak. Instytucja, której zadaniem jest monitorowanie działalności banków w celu zapewnienia stabilności oraz bezpieczeństwa konsumentów to Bank Centralny lub instytucje, które z nim współpracują. Obecnie kompetencje Komisji Nadzoru Bankowego tzw. KNB pełni powstała w 2008 roku Komisja Nadzoru Finansowego twz. KNF.

Zakres oraz cele nadzoru bankowego określa art. 133 ustawy o prawie bankowym. Prawda jest taka, że nikt takiego nadzoru w praktyce nie prowadzi a to daje konsumentom złudne wyobrażenie, że banki są bezpiecznymi i nadzorowanymi instytucjami w przeciwieństwie do firm pożyczkowych. To ogromny błąd, w który wprowadzane jest społeczeństwo.  Całkowita kwota kredytu a naruszenie przez banki ustawy o kredycie konsumenckim. Jak to jest, że banki wzbudzają zaufanie klientów i je nagminnie wykorzystują? W myśl ustawy o kredycie konsumenckim całkowitą kwotą kredytu możemy nazwać sumę, którą kredytobiorca dostaje na własne konto bankowe lub do rąk i zupełnie nie biorąc pod uwagę przy tym dodatkowych opłat, odsetek czy czegokolwiek. Reasumując jeśli wzięliśmy kredyt w kwocie 4000 zł to na rachunku klienta powinna znaleźć się kwota nie mniejsza niż 4000 zł.

Co się dzieje w praktyce? Nagminnym działaniem banków jest odliczanie od kredytowanej wnioskodawcy kwoty sumy ubezpieczenia oraz prowizji za udzielenie tego rodzaju finansowania co powoduje, że kwota przelewana kredytobiorcy na konto jest mniejsza od wysokość tych opłat. Jest to działanie nie zgodne z prawem ponieważ klient wnioskujący o daną kwotę kredytu powinien dostać nie mniejszą niż ubiega się kwotę a ewentualne koszty związane z zobowiązaniem mogą być doliczane do sumy rat kredytu. Banki pobierając te należności od udzielanej kwoty jeszcze przed jej wypłaceniem doprowadzają do celowego działania sprowadzającego się do tego, że klient zapłaci dokładnie 2 razy więcej niż powinien. Pomijając wyliczenia i patrząc tylko z prostego punktu widzenia złamania ustawy klient płaci odsetki od kwoty np. 4000 zł a po odliczeniu wykonanym przez bank kwota, którą dostał na konto wynosi 3200 zł czyli konsumenci są stratni na takim zobowiązaniu dodatkowo 800 zł. Reklama dźwignią handlu.

Niestety konsumenci nie zdają sobie sprawy z tego, że te produkty i usługi, które są najbardziej i najczęściej reklamowane są dla nich najmniej korzystne. Reklama w telewizji, Internecie czy też w prasie kosztuje ogromne pieniądze a kogo stać na takie działania? Oczywiście tylko te instytucje, które zarabiają najwięcej na konsumentach. Taką reklamę należy rozpatrywać także w innych aspektach bo jeśli np. Skok ma pieniądze na reklamę kredytów to z pewnością nie tylko pozyskał je z opłat naliczanych na kredytobiorców ale także z pewnością odzyska je przy udzielaniu takich ofert przyszłym klientom. Drugą stroną medalu jest fakt, że produkty reklamowane konsumentom zawsze mają drugie dno i w rzeczywistości okazują się droższe niż kredyty banków, których reklam nie kojarzymy.

Droższe kredyty w bankach niż w parabankach? Niestety wiele ofert banków stanowi tylko z pozoru atrakcyjną ofertę, która w praktyce okazuje się być nie tańsza niż pożyczka w firmie pożyczkowej. Z doświadczenia wiemy, że kredyt, przy którym tak zwany doradca klienta nagada się jak katarynka nie ma nic wspólnego z korzystnymi warunkami, o których tak chętnie opowiada pracownik banku. Ma to na celu zagadanie rzekomo doskonałą ofertą klienta i wciśnięcie mu iż jest to produkt limitowany z ograniczeniem czasowym tylko po to, żeby wnioskodawca nie wyszedł z placówki z niczym. Standardową ofertą są kredyty np. z tak zwaną prowizją równą 0% i oprocentowaniem powiedzmy 10%. Mamy też drugą ofertę z oprocentowaniem 0% ale z prowizją równą 10%. Na czym polegają różnice?

Z pewnością pracownik banku nagimnastykuje się w zapewnieniu klienta, że mając zerowe oprocentowanie mamy najtańszy kredyt na świecie a jedyny jego koszt to tylko 10% prowizji i odwrotnie mając 10 procentowy kredyt nie zapłacimy żadnej prowizji . Takie zapewnienia możemy między bajki włożyć. Dokonując dokładnych wyliczeń nie trudno stwierdzić, że kredyt zapewniający 0% ale 10% prowizji jest ponad 1200% droższy niż ten z oprocentowaniem równym 10%. Wysokość takiego kredytu powinna być nadzorowana przez Radę Polityki Pieniężnej i Narodowy Bank Polski jednak nikt nie zwraca na to uwagi a konsumenci wprowadzani są w błąd, że banki działają zgodnie z prawem bankowym.

Co więcej banki nie działają nawet zgodnie z prawem karnym ani wykroczeń.

W myśl art. 138c par. 1 Kodeksu Wykroczeń ,, Kto zawiera z konsumentem umowę o kredyt konsumencki z rażącym naruszeniem wymagań dotyczących informacji przekazywanych konsumentowi przed zawarciem umowy lub treści umowy albo z pominięciem obowiązku doręczenia jej dokumentu, podlega karze grzywny.’’

Oczywiście nikt takiej grzywny na banki nie nakłada. Do większości reklam oraz ofert produktów bankowych tyczy się także art. 286 par. 1 Kodeksu Karnego, który brzmi:

,, Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.’’

W tym miejscu porównajmy popularną pożyczkę firmy Provident i tak naprawdę nie ma znaczenia w jakiej kwocie jest ona zaciągnięta bo faktem jest, że każdy klient wnioskuje o inną kwotę więc dla każdego przykładu wyliczenia będą inne jednak porównując oferty kredytów bankowych i np. pożyczkę w Providencie konsument ma do czynienia z bardzo ciekawym zjawiskiem a mianowicie wszystkie koszty, opłaty i prowizje zostają podane do informacji pożyczkobiorcy przed podpisaniem umowy co ważne w prawdziwej formie to znaczy, że pożyczkodawca podaje prawdziwe koszty uzyskania pożyczki jak RRSO w wysokości 165% lub jednorazowa opłata przygotowawcza w kwocie nie mniejszej niż 400 zł i może to nie są małe koszty ale warunki tych zobowiązań są jawne i pożyczkodawca nie wprowadza konsumenta w błąd.

Biorąc pod uwagę, że kredyt jest towarem  będąc produktem finansowym, który może nabyć konsument za daną cenę prowizji i innych opłat ma zastosowanie tu także kodeks cywilny, którego treść art. 543 brzmi: ,,Wystawienie rzeczy w miejscu sprzedaży na widok publiczny z oznaczeniem ceny uważa się za ofertę sprzedaży’’.

Natomiast art. 12 jasno mówi, że: ,,Towar przeznaczony do sprzedaży oznacza się ceną zapewniającą prostą i nie budzącą wątpliwości informację’’.

Chcąc przywołać jakikolwiek przykład kredytu oferowanego przez któryś z banków znowu chcąc nie chcąc wracamy do już wspomnianego pojęcia jakim jest całkowita kwota kredytu. Przykładowo skorzystajmy z oferty kredytu w Kasie Stefczyka. Kwota, o którą wnioskujemy to 7000 zł. Wysokość RRSO to 28,33 % i zobowiązanie rozkładamy na 35 rat.

Co się okazuje? Wysokość miesięcznej raty to 209, 14 zł ale opłata przygotowawcza wynosi 40 zł a wysokość ubezpieczenia to aż 626 zł. O ile klient jeszcze jest w stanie znieść i skontrolować taki natłok informacji to już zasypanie go kolejnymi kosztami zupełnie pozbawia jakiegokolwiek racjonalnego myślenia i tak właśnie sprzedawane są kredyty w bankach.

Wracając do naszego kredytu w Kasie Stefczyka nie są to oczywiście wszystkie koszty tego świetnego produktu. Prowizja w wysokości 1190 zł przyprawia o prawdziwy ból głowy a do tego dodajmy odsetki równe 320 zł. Na domiar złego te wszystkie koszty odliczane są od kwoty udzielanej pożyczki o czym konsumenci nie są informowani przy podpisaniu umowy.

Inaczej ujmując jeśli chcemy wziąć kredyt np. 7000 zł to odliczając wszystkie koszty czyli sumę aż 1856 zł od kwoty tego kredytu łatwo wyliczyć, że na nasze konto bankowe wpłynie zaledwie 5144zł. Pierwsze podstawowe pytanie brzmi dlaczego kredytobiorca ma płacić odsetki i te wszystkie prowizje naliczane od kwoty 7000 zł jeśli rzeczywista kwota wpływająca na konto kredytobiorcy to 5144 zł.

Na takie pytanie powinna odpowiedzieć wszystkim konsumentom instytucja zajmująca się nadzorem nad prawidłowością działania banków jednak mimo, że są to poczynania stosowane nagminnie nic się z tym nie robi a co gorsza takie fakty są ukrywane. Kolejnym przykładem bardzo popularnego banku PKO BP jest wprowadzanie klientów w błąd w powszechnie stosowanych reklamach a dotyczy to wysokości proponowanego przy kredycie oprocentowania.

PKO BP reklamuje przy jednym produktów kredytowych, że oprocentowanie wynosi 3% a rzeczywista jego wysokość wynosi aż 34%.  Samowolka bez kontroli czyli banki bez nadzoru. Jak myślicie jaki jest pierwszy dokument, który dostaje do podpisania nowo zatrudniony pracownik banku?

Nawet taki nie mający styczności z pieniędzmi musi obligatoryjnie podpisać w pierwszej kolejności ustawę o ochronie danych osobowych ponieważ wszystko co usłyszysz i zobaczysz w banku nie powinno wyjść na światło dzienne a informacje, które są tam przetwarzane są ściśle tajne. Dla wyjaśnienia nie mówimy tu o danych klientów ale głownie strzeżoną tajemnicą są praktyki banków.

Pod żadnym pozorem pracownikom banków nie można mówić o dodatkowych opłatach, prawdziwym koszcie kredytów ani wypowiadać się negatywnie o produktach oferowanych przez dany bank. Absolutnie nie wolno także wspominać choćby w nazwie innych produktów oferowanych przez banki obce będące konkurencją dla tego, w którym pracujesz ty lub ktokolwiek z twojej rodziny, znajomych.

Ustawa o prawie bankowym szczegółowo określa jakie upoważnienia posiada Komisja Nadzoru Finansowego w zakresie czynności nadzorczych a jest to między innymi zaniechanie określonych form reklamy oraz przestrzeganie norm, o których mówi art. 137 o prawie bankowym. Niestety nic w tym zakresie się nie dzieje i żadna instytucja nie podejmuje stosownych działań mających na celu zatrzymanie łamiących prawo poczynań banków, które wprowadzają w błąd konsumentów.

Jedyny prawdziwy sposób na obliczenie kosztów kredytu to Oprocentowanie Rzeczywiste, które sprytnie zostało zastąpione na RRSO. W przeciwieństwie do RRSO czyli Rzeczywistej Rocznej Stopy Oprocentowania danego kredytu Oprocentowanie Rzeczywiste obliczamy samodzielnie i to jest właśnie powód, dla którego zostało zmienione na RRSO.

Oprocentowaniem Rzeczywistym nazywamy powstały procent roczny od kwoty, którą klient otrzymał rzeczywiście stąd nazwa tego oprocentowania. Oprocentowanie Rzeczywiste obliczane jest od sumy, która wpłynęła na konto klienta a nie od kwoty widniejącej na umowie, którą bank pomniejsza o szereg opłat i prowizji. Jest to diametralna różnica w kwocie, o której nie mówi się konsumentom.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o