Życie i śmierć młodego człowieka kontra przepisy, dokumenty i czas

Życie i śmierć młodego człowieka kontra przepisy, dokumenty i czas

Aktulności

Życie i śmierć młodego człowieka kontra przepisy, dokumenty i czas. Śmierć dziecka, w obliczu biurokracji i dokumentów jest niewybaczalnym czynem i zaniedbaniem. Dlaczego ludzie umierają przez bezduszność i czekanie?

Życie i śmierć młodego człowieka

Śmierć dziecka jest najgorszym doświadczeniem, jakie może spotkać rodziców. Dziecko, jest cudem, a miłość do niego jest bezinteresowna, szczera i prawdziwa. Nie sposób sobie wyobrazić bólu, jaki czuje matka z ojcem patrząca na konające dziecko, a co najgorsze, kiedy cierpienie opatrzone jest bezdusznym systemem biurokracji i przepisów.

W dzisiejszych czasach dochodzimy do momentu, w którym zdrowie, życie, czy zwyczajnie dobro drugiego człowieka okupione jest stosem papierów. Śmierć dziecka – istoty, która dopiero wchodziła w życie, ze swoją naiwnością i beztroskim uśmiechem kończąca swoje życie przez biurokrację jest faktem nie do przyjęcia. Mateusz Jacak, bo o nim mowa – z całym szacunkiem dla jego duszy i pamięci, był młodym, zdrowym chłopcem.

Typ sportowca i bystrzaka. Zadziorny na boisku, grzeczny i życzliwy, na co dzień był świetnie zapowiadającym się zawodnikiem. Z pewnością jednak wszystkie najlepsze cechy nie oddadzą tego, jakim dobrym był synem, bratem i wnukiem, jak oddanym był przyjacielem i uczynnym sąsiadem. Dobry chłopak, syn, uczeń i kolega zmarł przez system zawiłości medyczno – papierkowych. Dzień w domu Jacaków zaczął się jak zwykle od krzątaniny domowników. Każdy szykował się do pracy, szkoły. Po pewnym czasie w codziennym rozgardiaszu, kiedy już rodzina miała wychodzić z domu, na schodach rodzina znalazła nieprzytomnego chłopaka.

Sanitariusze z karetki, zanim przyjęli zgłoszenie i pojawili się na miejscu zdarzenia potrzebowali parunastu minut. Następnie zamiast udzielić pomocy i zabrać Mateusza do karetki kazali rodzinie nieść ciało nieprzytomnego chłopaka. Kolejne minuty nie upływały na udzielaniu pomocy, lecz na zadawaniu zbędnych i męczących pytań i dopalacze. Jak wynika z opowieści rodziców sanitariusze, jak na karuzeli zadawali ciągle to samo pytanie, nie dając rodzicom dojść do głosu.

Kolejne wydarzenia były zbiorem tragedii i płaczu, błagania rodziców i bezduszności personelu. Mateusz w ostatnich godzinach życia traktowany był instrumentalnie, a rodzice dostawali zdawkowe informacje o stanie zdrowia ich dziecka. Niewybaczalnym jest jednak fakt traktowania zarówno ich syna, jak i ich w sposób przedmiotowy. Wszystkie strzępki informacji, jakie udało się uzyskać były opatrzone bezdusznym, bezprecedensowym tonem. W karygodny wręcz sposób matka konającego chłopaka dostała komunikat, że z jej syna nic nie będzie i tak czy siak niedługo odłączą go od respiratora, a w momencie zatrzymania akcji serca lekarze odmawiają podjęcia czynności ratujących życie, bo ich zdaniem i tak nic to nie da. Ponadto dla lekarzy z każdego miejsca, w którym był chłopak ważniejsze były dokumenty.

Te kawałki papieru, pieczątki, podpisy, przesłoniły lekarzom – osobom, które mają ratować, a nie odbierać nadzieję na życie – wizję ratowania ludzkiego istnienia. Mateusz zmarł po kilku dniach. Diagnoza – rozlegly udar. Jego ostatnie chwile były męką zarówno dla niego, jak i dla jego najbliższych. Dlaczego w XXI wieku dopuszczamy do cierpienia drugiego człowieka? Dlaczego tak łatwo jest nam pozbawiać ludzi nadziei i szansy na szczęście, ginąc w stosie papierów i biurokracji. Świeć Panie nad jego duszą, a lekarzom i urzędnikom daj więcej pokory i czynnika ludzkiego w zawiłym świecie dokumentacji.

Artykuł powstał dzięki portalowi Laleczki lol

Oceń (2 / 1)

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Artur Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Artur
Gość
Artur
Oceń :
     

Pozwolę sobie skopiować komentarz znaleziony w internecie, który moim zdaniem dobrze podsumowuje artykuł: Sanitariusze z karetki, zanim przyjęli zgłoszenie W karetce nie jeżdżą sanitariusze. ZRM nie przyjmuje zgłoszeń, robi to dyspozytor i to dyspozytor decyduje o tym czy karetka wyjedzie i w jakim trybie. potrzebowali parunastu minut Różnie bywa. Sporo zależy od tego jaką mamy porę dnia (korki i nasi wspaniali mistrzowie kierownicy), jak zgłoszono zdarzenie i w jakim trybie wyjechała karetka. Wszystko da się ustalić bez żadnych wątpliwości, rozmowy są nagrywane więc nie widzę potrzeby tworzenia dziwnych hipotez. Pożyjemy, zobaczymy. Kolejne minuty nie upływały na udzielaniu pomocy, lecz na… Czytaj więcej »